Szczeliniec Wielki to absolutny kosmos i do teraz nie wierzymy, że takie góry mamy w Polsce. Zamiast iść nudnymi schodami od Karłowa jak wszyscy, wybraliśmy trasę od strony Radkowa. Startujemy z darmowego parkingu przy wodospadzie Pośny. Ten wodospad ma aż trzy piętra i widać go zaraz po wyjściu z auta, więc wejście zaczyna się z wysokiego C.
Ruszamy zielonym szlakiem, a potem wchodzimy na żółty, który jest mega klimatyczny. Idzie się stromo między wielkimi skałami i drzewami, a co najlepsze – prawie nie ma tu ludzi. Po drodze mijaliśmy stare ruiny i mostki, a widoki co chwilę urywały głowę. Potem niebieski szlak doprowadził nas do głównej atrakcji, czyli skalnego labiryntu.
Zanim wejdziecie w same szczeliny, traficie na schronisko w stylu tyrolskim. Wygląda niesamowicie, choć ceny jedzenia też mają tam raczej alpejskie. W środku przybiliśmy pieczątkę do KGP, ale sam szczyt jest kawałek dalej. Warto pamiętać, że trasa przez labirynt w sezonie kosztuje 12 złotych. Jeśli wybierzecie się tam przed kwietniem, wejdziecie za darmo.
Przeciskanie się przez te wszystkie zakamarki to czysta dopamina. Niektóre szczeliny są tak ciasne, że z plecakiem ledwo dajecie radę przejść. Po wyjściu z labiryntu wróciliśmy na dół czerwonym i niebieskim szlakiem prosto do auta. Cała pętla to jakieś 8,5 kilometra i 500 metrów podejść. To zdecydowanie lepsza opcja niż szybkie wbiegnięcie po schodach, bo czuć tu prawdziwy przygodowy klimat.






