Rudawiec to nasz trzynasty krok w stronę pełnej Korony Gór Polski. Ta leżąca w Górach Bialskich kupa kamieni i drzew sąsiaduje z Kowadłem i choć większość blogów turystycznych twierdzi, że nie ma opcji, by połączyć te szczyty w jedną pętlę, my postanowiliśmy sprawdzić to na własnych nogach. Spoiler: wyszła z tego jedna z ciekawszych tras w okolicy.
Wyprawę zaczynamy w Bielicach – miejscu, które spokojnie można nazwać końcem świata. Zasięg w telefonie odcina jakieś 10 kilometrów przed darmowym parkingiem, więc to idealna okazja na totalny cyfrowy detoks. Najpierw ruszyliśmy zielonym szlakiem prosto na Kowadło, co zajęło nam jakieś pół godziny. Po szybkim odhaczeniu pierwszego celu ruszyliśmy dalej, właściwym grzbietem w stronę Rudawca.
Cała droga prowadzi wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Nastawiałem się na nudny, monotonny spacer w gęstym lesie, ale trasa pozytywnie zaskoczyła, bo co chwilę trafiały się fajne widoki i małe skalne formacje. Żeby urozmaicić wędrówkę, skoczyliśmy na chwilę w głąb Czech do schroniska Paprsek. Kolejka po jedzenie była tak absurdalna, że nasz wewnętrzny nonkonformizm kazał nam natychmiast uciekać. Skończyło się na zjedzeniu kilograma własnych pistacji i wypiciu szybkiej kawy na ławce.
Po powrocie na szlak graniczny w końcu zameldowaliśmy się na Rudawcu. Druga pieczątka tego dnia wylądowała w książeczce KGP, a my zrobiliśmy szybką zawrotkę. Zbiegliśmy w lewo lekko stromym, zielonym szlakiem, który doprowadził nas prosto do malowniczej Doliny Białej Lądeckiej. Zimą testowaliśmy tutaj narty biegowe, a teraz spokojną, prostą drogą wróciliśmy prosto do auta.