Chełmiec to nasz piąty szczyt w Koronie Gór Polski. Tym razem postawiliśmy na trasę, która jest trochę przekombinowana, ale za to mega ciekawa. Startujemy z darmowego parkingu w Boguszowie-Gorcach. Od razu wchodzimy na zielony szlak. Jest szeroki i idzie się nim całkiem płasko. Po drodze mijacie Kalwarię Trudu Górniczego, która oddaje hołd górnikom z tych okolic.
Po niecałych dwóch kilometrach dochodzimy do Przełęczy Rosochatka. Tam odbijamy na żółty szlak, który prowadzi już prosto na samą górę. Na szczycie dzieje się naprawdę dużo i widać go z daleka. Największe wrażenie robi 45-metrowy krzyż milenijny. Stoją tam też wielkie maszty radiowe. Jest też stara wieża widokowa z XIX wieku, ale my mieliśmy pecha. Jest otwarta tylko w ciepłych miesiącach.
Z tym szczytem wiąże się niezłe zamieszanie historyczne. Kiedyś mierzono jego wysokość razem z tą wieżą. Przez to Chełmiec był uznawany za najwyższy punkt Gór Wałbrzyskich. Prawda jest jednak taka, że wyższa jest Borowa. Pieczątkę do KGP znajdziecie przy samym wejściu do wieży, więc warto ją przybić przed zejściem.
W dół ruszyliśmy zielonym szlakiem. Powiem wam, że jest tam konkretnie stromo. Potem odbiliśmy w lewo na czarny szlak, żeby zaliczyć jeszcze Mały Chełmiec. Na samym końcu trochę nas poniosło i skręciliśmy w nieoznakowaną ścieżkę. W pewnym momencie droga po prostu się skończyła. Musieliśmy trochę improwizować w krzakach, żeby wyjść na prostą. Ostatecznie przeszliśmy obok stada koni i trafiliśmy prosto na parking. Cała pętla to około 7 kilometrów i niecałe dwie godziny marszu.
